W ostatni czwartek (7.09.2017) postanowiliśmy z żoną wybrać się do kina na „Podwójnego kochanka”. Osoba francuskiego reżysera – François Ozon – napawała mnie pewnym niepokojem. Widziałem dotychczas jedynie dwa jego filmy. Jako drugi, kilka lat temu, „Nową dziewczynę”, średni film pokazujący mocno naciąganą, nierealistyczną psychologicznie fabułę, chociaż z odważną, potrzebną tematyką. Pierwszym natomiast jego filmem, który widziałem był „Basen”, na który wybrałem się do kina jeszcze w liceum i jedyne co z niego zapamiętałem, to epatowanie nagością starych ciał, oraz odczucie strasznej nudy w trakcie seansu (film z chęcią sobie powtórzę – ciekaw jestem jak odbiorę go po latach). Jednakże całkiem interesujący trailer, intrygująca fabuła dotycząca relacji psychiatry i jego pacjentki (z wykształcenia jestem psychologiem…) oraz nalegająca żona (nie chcąca wybrać się na „Królewicza olch”:/) sprawiły, że zasiadłem w tamten czwartkowy wieczór przed kinowym ekranem.

Czy moje obawy się potwierdziły? Po kolei…
Młoda kobieta o imieniu Chloé uskarżająca się na uporczywe bóle brzucha trafia w końcu do nieco starszego od niej psychiatry, z diagnozą, że dolegliwości jej są psychosomatyczne (generowane przez jej psychikę). Bardzo szybko okazuje się, że Chloé ma nadzieję na coś więcej niż psychoterapię. Doktor początkowo broni się przed urokami pacjentki, ale nie wysila się szczególnie w tej dziedzinie i dosyć łatwo ulega pokusie. STOP – teraz trochę wiadomości na temat psychoterapii. To, że pacjentka zakochuje się w terapeucie (lub nawet w terapeutce będąc heteroseksualną osobą) to dosyć często zjawisko w psychoterapii i nazywa się przeniesienie. To, że terapeuta zakochuje się w pacjentce (lub pacjencie) to tzw. przeciwprzeniesienie. Zwykle terapeuta zauważa oba mechanizmy (obronne) i analizując je, dyskutując o nich z pacjentem, przybliża go do wyzdrowienia. Tutaj wystarczyło kilka spotkań, żeby pacjentka i doświadczony(!) psychiatra/psychoterapeuta poszli do łóżka… No cóż, nie był to zbyt dobry lekarz (na co dowodów jest trochę więcej;)).

Po powyższym zawiązaniu akcji dostajemy już rasowy thriller, gdzie przez większość czasu oczekujemy z napięciem na kolejny trop rzucony nam przez scenarzystę/reżysera. Chloé zaczyna odkrywać coraz więcej faktów z życia swojego nowego partnera i coraz bardziej jej i nasze wątpliwości zaczynają narastać. Czy Paul Mayer jest rzeczywiście tym za kogo się podaje? Dlaczego nie mówi całej prawdy? Jaką mroczną tajemnicę w sobie skrywa? Jaka jest w tym wszystkim rola głównej bohaterki?

To wszystko otrzymujemy w świetnej formie wizualnej, w wysmakowanych eleganckich kadrach przerywanych epatowaniem ohydą („flesh and bones”) i wulgarnym seksem. Porównania do „Wstrętu” Polańskiego wcale nie są na wyrost, znajdziemy też inspiracje z Hitchcocka (jak choćby cytat z „Psychozy”), czy klimat zbliżony momentami do „Jak w zwierciadle” Bergmana. Ogółem mocna jazda bez trzymanki, która prowadzi do, może nie aż tak znowu zaskakującego, pod pewnymi względami otwartego, finału.

Zapewne dla wielu osób będzie to gniot z nierealistyczną historią (np. jak to możliwe, że psychiatra nie zauważa „problemów” swojej dziewczyny? Jak do wiedzy naukowej ma się rozwiązanie akcji?) oraz obliczoną na szokowanie manifestacją ohydy i zepsucia. Dla innych osób, w tym dla mnie, był to trzymający w napięciu, odważny artystycznie thriller, z wysmakowanymi kompozycyjnie kadrami, który pozostawia w niepokoju i pobudza do dyskusji. Myślę, że skonstruowanie thrillera w większości przypadków wymaga pewnych kompromisów w warstwie fabularnej filmu. W „Podwójnym kochanku” ten kompromis (przynajmniej moim zdaniem) udało się osiągnąć z korzyścią dla widza. Zdecydowanie warto się wybrać na ten film do kina.